To jedno z trudniejszych doświadczeń. Bo oznacza, że gdzieś po drodze zniknęło „ja". Relacja się kończy — albo zaczyna się zmieniać — a wraz z nią pojawia się pustka. Nie tylko brak drugiej osoby. Ale brak punktu odniesienia.
„Kim ja jestem bez niego/niej?" „Co ja właściwie lubię?" „Czego chcę?" To pytania, które potrafią być bardzo poruszające.
Jak tracimy siebie?
To nie dzieje się nagle. Często jest to proces, który trwa latami. Trochę dostosowania. Trochę rezygnacji z własnych potrzeb. Trochę „nie teraz, później się tym zajmę". Aż w pewnym momencie okazuje się, że trudniej powiedzieć, co czuję, łatwiej powiedzieć czego oczekuje druga osoba niż czego ja chcę, decyzje podejmuję bardziej „pod relację" niż pod siebie.
I to nie jest słabość. Bardzo często to sposób na utrzymanie więzi. Na bycie blisko. Na uniknięcie utraty.
Skąd to się bierze?
Utrata siebie w relacji rzadko zaczyna się w tej jednej konkretnej relacji. Zwykle ma swoje korzenie dużo wcześniej — w tym jak wyglądały pierwsze relacje, jaki był styl przywiązania, jakie wartości były ważne w rodzinie, czy było miejsce na indywidualność.
Jeśli jako dziecko uczymy się, że bliskość wymaga dostosowania — to w dorosłym życiu robimy dokładnie to samo. Czasami bardzo subtelnie. Czasami niemal niezauważalnie.
Kiedy relacja staje się centrum
W niektórych relacjach druga osoba zaczyna być głównym punktem odniesienia. To jej emocje są ważniejsze. Jej potrzeby są pierwsze. Jej reakcje wpływają na to, jak się czuję. Z czasem „ja" zaczyna się rozmywać.
Przypomina mi się pacjentka, która powiedziała: „Ja wiem, jaka jestem w relacji. Ale nie wiem, jaka jestem sama." To zdanie bardzo dobrze pokazuje, jak głęboko można się dostosować.
Odzyskiwanie siebie
Odzyskiwanie siebie nie polega na „powrocie do tego, kim byłam". Bo często tego „kim byłam" nigdy nie było w pełni. To raczej proces budowania siebie na nowo.
W terapii często wracamy do doświadczeń, ale nie po to, żeby w nich utknąć. Tylko po to, żeby je zrozumieć i nadać im nowe znaczenie. Zaczynamy widzieć: skąd wzięły się nasze sposoby reagowania, jakie opowieści przejęliśmy od innych, co było nasze, a co nie do końca.
To dotyczy też historii transgeneracyjnych. Wartości, przekonania, lęki — mogą mieć swoje źródło w historii rodziny. I dopiero kiedy zaczynamy je rozpoznawać, możemy zdecydować: co chcę zachować, a co już mi nie służy.
Tożsamość jako proces
Tożsamość nie jest czymś stałym. To coś, co się rozwija, zmienia, buduje w relacjach i poza nimi. Odzyskiwanie siebie to uczenie się słuchania własnych emocji, zauważanie swoich potrzeb, sprawdzanie, co jest dla mnie ważne, budowanie relacji, w których mogę być sobą.
To nie dzieje się od razu. Czasami zaczyna się od bardzo prostych pytań: „Co ja teraz czuję?" „Czego chcę?" „Co jest moje?"
Możliwe, nawet jeśli trudne
Utrata siebie w relacji to bolesne doświadczenie. Ale nie oznacza, że nie można siebie odzyskać. To proces. Czasami powolny. Czasami wymagający zatrzymania i odwagi. Ale możliwy.
Bo „ja" nie znika na zawsze. Czasami po prostu czeka, aż ktoś zacznie je znowu zauważać. I bardzo często tym „kimś" możesz być Ty.