To zdanie pojawia się częściej, niż mogłoby się wydawać. Obecne w relacjach — w nadmiernym staraniu się, w lęku przed odrzuceniem.

Czasami nie jest wypowiedziane wprost. Częściej działa gdzieś w tle. Widać je w tym, jak ktoś mówi: „Muszę się bardziej postarać." „Nie mogę zawieść." „Jeśli pokażę za dużo siebie, ktoś odejdzie."

Na poziomie świadomym — chęć bycia dobrym partnerem, dobrą partnerką. Na głębszym — przekonanie, że miłość nie jest czymś, co po prostu się otrzymuje. Że trzeba ją zdobyć, utrzymać, zasłużyć.

Skąd to się bierze?

To przekonanie bardzo rzadko pojawia się „znikąd". Najczęściej ma swoje korzenie w bardzo wczesnych doświadczeniach relacyjnych:

W takich warunkach powstaje bardzo logiczny, choć bolesny wniosek: „Żeby być kochaną/kochanym, muszę coś zrobić." To nie jest wybór. To jest adaptacja.

Jak to wygląda w dorosłych relacjach?

W pracy terapeutycznej widzę to bardzo wyraźnie. Przypomina mi się historia jednego z pacjentów — nazwijmy go Michał. Był w relacji, w której bardzo się angażował. Dbał, wspierał, organizował. Z zewnątrz — partner „idealny".

A jednocześnie mówił: „Ja cały czas mam wrażenie, że to może się skończyć. Że muszę coś jeszcze zrobić, żeby to utrzymać."

Kiedy zaczęliśmy się temu przyglądać, okazało się, że w momentach napięcia automatycznie bierze na siebie więcej odpowiedzialności, bardziej się stara, rezygnuje z siebie. Nie dlatego, że chce. Dlatego, że inaczej nie umie. Bo gdzieś głęboko działało przekonanie: „Jeśli przestanę dawać, przestanę być ważny."

Nadmierne staranie się — cicha cena

To przekonanie często prowadzi do bardzo konkretnych zachowań:

Z zewnątrz to wygląda jak zaangażowanie. W środku — często jest lęk.

A co z potrzebami?

Jedną z trudniejszych rzeczy w tym schemacie jest kontakt z własnymi potrzebami. Bo jeśli miłość zależy od tego, co daję, to moje potrzeby mogą wydawać się „za dużo".

Często słyszę: „Nie chcę być wymagająca." „Nie chcę robić problemów." „Poradzę sobie."

I znowu — to nie jest brak potrzeb. To jest brak przestrzeni, żeby je wyrazić.

Moment, w którym coś zaczyna się zmieniać

Zmiana nie polega na tym, że ktoś nagle przestaje się starać. To byłoby nienaturalne. Zmiana zaczyna się od zauważenia: „Ja to robię, bo się boję, że inaczej stracę relację."

To bardzo ważny moment. Bo wtedy pojawia się możliwość wyboru. Nie od razu działania. Na początku — tylko świadomości.

„A jeśli nie muszę zasługiwać?"

W terapii często dochodzimy do bardzo prostego, ale jednocześnie trudnego pytania: „Co by było, gdybyś nie musiała/musiał zasługiwać na miłość?"

Dla wielu osób to pytanie jest… niepokojące. Bo jeśli nie trzeba zasługiwać — to kim jestem w relacji? Co mogę pokazać? Czy ktoś mnie wtedy wybierze?

To proces, który wymaga czasu.

Powolne odzyskiwanie siebie

Z czasem zaczynają pojawiać się drobne zmiany:

To nie są wielkie gesty. To małe kroki. Ale właśnie z nich buduje się coś nowego.

Jeśli to w Tobie rezonuje

Jeśli rozpoznajesz w sobie to przekonanie — to nie znaczy, że „coś jest z Tobą nie tak". To znaczy, że kiedyś było ono potrzebne. Pomagało Ci utrzymać ważne relacje. Chroniło Cię.

Dzisiaj możesz zacząć się mu przyglądać. Z ciekawością, nie z oceną.

Bo być może krok po kroku okaże się, że:

nie musisz zasługiwać, żeby być w relacji. Możesz w niej być.